Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Teraz jest 17 wrz 2019, o 12:14



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 4 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Stolemy
PostNapisane: 2 gru 2013, o 18:13 
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 30 sie 2013, o 13:53
Posty: 8
Obrazek


W różnych mitologiach pojawiają się wątki olbrzymów. W Polskich legendach również występują takie istoty. Jawią się w nich jako ogromne humanoidy, sięgające chmur, a z charakteru różniące się niewiele od ludzi. Mówi się, że są stwórcami Kaszubskiego krajobrazu. Z pewnością rzeczą, która pojawia się regularnie przy okazji legend o Stolemach są kamienie jak również jaskinie, groty. Mam wrażenie, że ród ten może mieć pewną charakterystykę gromowładcy. Zebrałem trochę materiałów rozrzuconych po przestrzeni internetu, by można było się czegoś na ten temat dowiedzieć. Legendy pochodzą z terenów Pomorza, nie tylko z Kaszub, ale również z Kociewia i Borów Tucholskich. Zapraszam do czytania:



Wizyta ostatniego Stolema w Gdańsku

Obrazek

Dawno, bardzo dawno temu, na ziemi Kaszubskiej żył liczny ród Stolemów. Mimo, że byli oni olbrzymi – tak ze sto razy więksi od ludzi – z ludźmi żyli w zgodzie, częstokroć im pomagając. Z czasem jednak ludzi przybywało coraz więcej i Stolemom – którzy choćby ze względu na swoją wielkość potrzebowali dużo miejsca – zaczęło być za ciasno. Przenieśli się więc do dalekiej Skandynawii, na północ od Stavager. Przez jakiś czas żyli tam spokojnie, ale wkrótce i stamtąd musieli uciekać jeszcze dalej na północ, aż pod sam Nordkaap. Równocześnie ich liczba coraz bardziej malała, aż w końcu został na świecie jeden, jedyny Stolem.
W 1454 r. Gdańszczanie przystąpili do podwyższania wieży kościoła Mariackiego. 6 lat później Mistrz Ertmann wykonał prowizoryczne zadaszenie podwyższonej o 36 m wieży, a tuz przed Wielkanocą 1466 r., Mistrz Andrzej i Mistrz Hinrik zakończyli osadzanie okien. Prace trwające 12 lat zbliżały się do końca.
W drugi dzień Wielkanocy Gdańszczan obudził potężny prysznic. Strugi wody wdzierały się do domu przez wszystkie otwory i szpary. Na ulicy woda zmyła nawet dwie przekupki, które akurat prowadziły zażartą dyskusję. Wszyscy rzucili się do okien, aby zobaczyć skąd bierze się ten niespodziewany, gigantyczny prysznic. Ku swojemu zdziwieniu i przerażeniu zobaczyli olbrzymią postać, kroczącą strumieniem Motławy. Była ona tak wielka, że prawie przesłaniała słońce a ziemia drżała pod jej stopami. Gdańszczanie zrozumieli, że to ich miasta zbliża się ostatni Stolem. Przerażeni mieszkańcy grodu zaczęli chować się, gdzie kto mógł; np. rajcy miejscy ukryli się w piwnicy Dworu Artura, w umieszczonych tam beczkach po winie.
Tymczasem Stolem znajdował się już na Głównym Mieście. Gdy zobaczył nową wieżę Mariacką, roześmiał się i powiedział:
- Ale ładny stołeczek zbudowały te maleństwa. Wprawdzie mógłby być szerszy, alem zmęczony daleka podróżą i chętnie sobie tutaj przysiądę. 
Szczyt wieży zasłał olbrzymią kurtką i rozsiadł się wygodnie. Wieża zatrzeszczała pod nim, nawet w jednym miejscu zarysowała się – co do dziś jest dobrze widoczne – ale ostatecznie wytrzymała to olbrzymie obciążenie.
Stolem odpoczywał spokojnie przez chwilę, po czym zawołał swoim donośnym głosem:
- Hej ludzie! Panie burmistrzu! Panowie rajcy! Wyjdźcie ze swoich kryjówek! Nie zrobię wam żadnej krzywdy. Chciałem tylko odwiedzić ziemię swoich przodków. –
Tutaj Stolem bardzo się rozczulił (bo Stolemowie, mimo swojej wielkości byli bardzo wrażliwymi istotami) i uronił łzę, która potoczyła się w kierunku Starego Przedmieścia, tworząc Żabie Bajorko. Ośmieleni ludzie opuszczali swoje kryjówki i zbierali się wokół Stolema, zasiadającego na wieży Mariackiej. Zaczęli też z nim rozmawiać, wypytując o jego losy, wspominając dawne czasy. W pewnym momencie olbrzym powiedział:
- Mam pewne drobiazgi, które sam zrobiłem specjalnie dla was. Weźcie je dla swoich dzieci, do zabawy. -
Ze swoich przepastnych kieszeni zaczął wyjmować kamienne rzeźby: ptaków, żółwi, ryb, przeróżnych zwierząt, figury rycerzy i świętych.
- Drogi i szanowny Stolemie – w imieniu Gdańszczan głos zabrał burmistrz – Szczerze dziękujemy ci za tak wspaniałe dary. Niestety nie tylko nasze dzieci, ale również i my, dorośli jesteśmy zbyt słabi i nie będziemy w stanie udźwignąć tych rzeczy. Chcielibyśmy natomiast, aby twoje piękne zabawki ozdobiły szczyty naszych kamienic, gdzie każdy mógłby je oglądać i podziwiać. Jeżeli możemy cię jeszcze o coś poprosić, to pomóż nam je poustawiać, bo my do tej roboty musielibyśmy zatrudnić ze stu ludzi. 
Stolem szybciutko porozstawiał kamienne figury na kamieniczkach Głównego Miasta, gdzie można je oglądać do dzisiaj, po czym zaczął zbierać się do dalszej drogi. Mieszkańcy Gdańska żegnali go bardzo hucznie: kwiecistymi przemówieniami, dzwonami, salwami armatnimi. Właściciel restauracji „Pod łososiem” wytoczył ze swoich piwnic beczkę goldwassera, zawartość której olbrzym wychylił niby naparstek. Zachciało mu się jednak na pożegnanie spłatać jakiegoś figla. Niewiele myśląc zaczerpnął garść wody z Motławy i chlusnął nią z góry na zebranych mieszkańców. Na ulicach miasta powstał niesamowity galimatias i zamieszanie, bo wraz z wodą na ulicę poleciały ryby, a mieszczanie rzucili się, aby je zbierać. Gdy wszystkie wyzbierali Stolema już nie było. Podobno udał się na południe w kierunku Tatr, gdzie – jak niektórzy mówią – zapadł w długi, bardzo długi sen.
Na pamiątkę tych niezwykłych odwiedzin Gdańszczanie postanowili pozostawić wieże Mariacką w takim kształcie, w jakim zastał ją Stolem. Bo wieść niesie, że kiedyś olbrzym obudzi się ze swojego snu i znowu przybędzie do Gdańska, aby pomóc jego mieszkańcom przywrócić dawną świetność miasta.

Na podstawie „Legend mariackich” ks. Stanisława Bogdanowicza zapodała: prof. Pętelka
http://www.rzygacz.webd.pl/index.php?id=35,195,0,0,1,0


Stolemy

Zanim Kaszubami całkowicie zawładnął człowiek, panami tej krainy były stolemy. Kształtem przypominały ludzi, ale wzrostem przewyższały ich kilkakrotnie. Posiadały też ogromną siłę. Drzewa wyrywały niczym źdźbła trawy. Ciskały wielkimi głazami jak ziarnkami grochu. Jednym słowem, były to olbrzymy. Nic dziwnego, że ludzie bali się stolemów, schodzili im z drogi i kryli się przed nimi. Olbrzymy jednak zdawały sobie sprawę, że jest ich coraz mniej, a ludzi coraz więcej.
Któregoś dnia stolemy leżały nad brzegiem morza i odpoczywały w cieniu drzew. Rozprawiały o tym i o owym, aż pomału ich rozmowa zeszła na temat ludzi.
– Jest ich coraz więcej – rzekł starszy.
– Wycinają lasy i zakładają pola – dodał młodszy.
– Wyławiają ryby z jezior, zabierają nam ryby i orzechy.
– Budują nowe wioski i rozbudowują stare.
– Oj! niedobrze z nami!
– Niedobrze!
I tak od słowa do słowa uradzili, że trzeba ludzi zniszczyć. Najpierw jednak, by zebrać siły, postanowili uciąć sobie krótką drzmkę.
Całą tę rozmowę słyszał młody rybak. Przestraszył się bardzo, ale głowy njie stacił. Cichutko wszedł na sosnę i szyszką rzucił w nos starszego stolema. Ten poderwał się i mówi do młodego:
– Ty! bez głupich żartów, dobra?
– No co ty, nic przecież nie zrobiłem – tłumaczył się młody.
– Spróbuj jeszcze raz, a zobaczysz...!
Kiedy znowu usnęli, rybak rzucił szyszką w nos drugiego stolema. Teraz ten, choć młodszy, rozgniewał się na drugiego, ale szybko dał się udobruchać. Po chwili rybak znowu rzucił w starszego, później jeszcze raz w młodego i rzucał tak długo, aż doszło między nimi do ostrej sprzeczki. Ta zaś bardzo szybko przerodziła się w bójkę.
Nie była to zwykła walka. Starszy nie chciał pozwolić, by pokonał go jakiś młokos. Młody miał już dosyć ustępowania starszemu i uznał, że czas mu pokazać, kto jest silniejszy. Od szarpaniny szybko przeszli do tarzania się po piachu, a potem w ruch poszły pięści. Nast.ępnie obydwaj zaczęli wyrywać drzewa i walczyć nimi jak maczugami. Grube pnie trzaskały jak zapałki. Brali wtedy nowe, aż wkoło zrobiło się pusto.
Młody rybak szczęśliwie zdążył zejść ze swej sosny i uciec do domu. Z daleka przyglądał się tej straszliwej walce i zaczął nawet żałować swego postępku. Stolemy natomiast walczyły dalej. Zapadł zmierzch, a bitwa nie ustawała. Może przerwałaby ją noc, lecz wraz z nią pojawiła się burza. Pioruny oświetlały walczących, a ci sięgnęli po nową broń.
Spod kaszubskich piachów dobywali kawałki skał i rzucali w siebie ze złością. Żadko jednak trafiali, więc kamienie, mijając ciała olbrzymów, leciały dalej. Do dziś można je znaleźć w najróżniejszych zakątkach Kaszub. Niektóre leżą tak jak spadły: przy drogach, nad brzegami jezior i wśród pól. Inne rozbijały się na drobne kawałki i spadały na ziemię jak nasiona.
Przez wieki Kaszubi zbierali je ze swych pól, lecz wcale nie widać, by było ich mniej. Brukowali nimi drogi, wznosili z nich fundamenty domów i mosty. Ich niezliczona liczba daje wyobrażenie o tym, jak zaciekła była walka stolemó.
W końcu jednak olbrzymom zabrakło sił. Legli znów obok siebie, niewładni już ruszyć ręką ani nogą. Wtedy znów odezwał się starszy:
– Przyznaj się, dlaczego we mnie rzucałeś szyszkami?
– Przyrzekam ci bracie, że to nie ja – jęknął młodszy.
– Ja też w ciebie nie rzucałem – wysapał starszy. – To znaczy, że zrobił to ktoś inny.
Wtedy przyszła im do głowy pewna myśl:
– To musiał być jakiś człowiek! – resztką sił wykrzyknęli prawie jednocześnie. Ale nie byli już w stanie czegokolwiek zrobić. Nim zasnęli na wieki, stary jeszcze dodał:
– Widać, ten mały stwór jest od nas o wiele mądrzejszy. Jeśli wszyscy ludzie są tacy, to prędzej czy później ziemia będzie należała do nich.
Po tych wydarzeniach inne stolemy długo jeszcze żyły z ludźmi w zgodzie. Niemniej słowa starego olbrzyma w końcu się spełniły. Dziś pozostały po nich jedynie kamienie i pozostaną pewnie jeszcze bardzo długo. Może dłużej niż ludzie...

http://www.imichalak.pl/legendy/galeria3_a.html

Stolemowe kości do gry

Obrazek
Diabelski kamień w Leosi k. Gródka

Dawno, dawno temu, kiedy na całym świecie żyły olbrzymy nazywane przez Kaszubów stolemami, w pobliżu Osia doszło do nieoczekiwanego zdarzenia. 
Teren ten zamieszkiwali Borowiacy, którzy połowę swoich zbiorów, uwarzonego piwa i upolowanej zwierzyny oddawali panoszącym się wszędzie stolemom. Olbrzymy, z uwagi na swoją posturę, nie mogły zająć się pracą na roli, ani wypuszczaniem strzał z łuku, ani zbieraniem drobnych szyszek chmielu. Przeto zajmowali się wyłącznie zabawą, przy okazji nieświadomie siejąc zniszczenie na polach, w sadach i lasach, a i czasem domostwach .... Pewnego dnia, odważny syn leśnika zdecydował się przemówić wielkoludom do rozumu. Wszedł na szczyt najwyższej sosny, rosnącej na tleńskiej górze, tuż przy ujściu rzeki Prusiny do Czarnej Wody i zaczął nawoływać najmłodszego, tym samym najmniejszego ze stolemów. 
Krzyczał głośno i gromko. Krzyczał długo, bowiem ten krzyk, tam, na wysokości uszu olbrzyma, był zaledwie mysim piskiem. 
Jednak wymachujący ramionami człowieczek zaintrygował wielkoluda. Ostrożnie wziął chłopaka na otwartą dłoń, przysunął do twarzy i wyszeptał:
- Czego piszczysz zielony ludziku? 
Mimo, że słowa te wypowiedział szeptem, powiew idący z ust omal nie zdmuchnął człowieka z dłoni. 
Zatrwożył się chłopiec, lecz, nabierając i odwagi, i powietrza do płuc, wykrzyczał ile miał sił: 
- Idźcie się bawić w inne strony, gdzieś na bezludzie, gdzie strat i szkód nie wyrządzicie! 
I dodał: - Spójrz, stolemie, na połamane drzewa, zboże i łąki wygniecione waszymi stopami, przerażone zwierzęta i puste osady. 
Zamyślił się olbrzym. Westchnął głośno, a od tego westchnienia zerwał się wicher groźny, który połamał kilka najgrubszych sosen, a wodą z rzeki zalał chłopskie pola. 
Nagle zabłysły mu wesoło oczy i szyderczo rzekł: 
- Dobrze, tak uczynimy, jak mówisz, ale musisz ze mną wygrać w kości - tu wskazał ręką na ogromne głazy leżące wokół wioski. 
- Przecież ja nie udźwignę nawet jednego kamienia - roztropnie zatrwożył się chłopiec. 
-To ja będę rzucał za ciebie - zdecydował olbrzym. 
Pochylił się, wziął w garść pięć największych kamieni i rzucił. Kamienie poturlały się wokoło, wąskimi ścieżkami, niszcząc po drodze wszystko, co żyło i rosło. Jednak wszystkie kamienie, które rzucił stolem, leżały płasko. Zmartwił się olbrzym, zebrał kamienie i ponownie rzucił, jakoby chłopiec rzucał. 
Znów kamienie się poturlały. Obaj spojrzeli w dół. Trzy głazy, będące najbliżej, leżały płasko. Jeden z kamieni poturlał się do Tlenia, wzdłuż wysokiej skarpy, omal nie wpadając do rzeki. Stolem się ucieszył, bo i ten kamień leżał płasko. Brakowało piątego, chociaż największego głazu. Długo szukali. Odnaleźli go dopiero gdzieś w lesie, za Drzycimiem i Gródkiem. Kamień stał pionowo. 
Zrozumiał wielkolud, że przegrał. Ze złości uderzył pięścią w głaz, aż ten wbił się w ziemię tak mocno, że dzisiaj tylko kawałek wysokości dwóch dorosłych ludzi, wystaje ponad ziemię. 
Odwrócił się olbrzym na pięcie, postawił chłopca na ziemi i odszedł na północ. 
Do dzisiaj żaden z wielkoludów nie powrócił w Bory Tucholskie. 

Na pamiątkę pozostały nam tylko dolinki wypełnione wodą - to ślady stolemowych stóp oraz wielkie głazy - kości do gry. 
Jeden z tych głazów leży tuż przy zawieszonym nad Wdą moście kolejowym w Tleniu, drugi w Leosi koło Gródka.

http://www.ugosieportal.wborachtucholsk ... &Itemid=16

Tańczące kamienie

Obrazek
Kamienne kręgi w Odrach

Kto będzie w Wojtalu nad Wdą (Czarną Wodą), niech zajdzie do lasu ciągnącego się pod Odry, a zobaczy tam dziwnie ustawione kamienie. Zobaczy też większe i mniejsze kopice, jakby nagrobki z pradawnych czasów. O tych kamieniach krążą różne opowieści, jedna z nich brzmi tak:
Przed tysiącami, i to kilkoma co najmniej lat, przyszli w te strony obcy ludzie. Byli wielcy, mocni i dzicy. Podobało się im tutaj. Podobał im się lud, robotny, spokojny, mający swoich bożków, którzy się nimi opiekowali. Obcy przybysze nazywani przez ten lud stolemami, zaczęli rządzić miejscowymi, narzucać im swoją wolę, czynić z nich niewolników. I tak jedni mieli dobrze, a drudzy licho. Stolemowie wszystkiego mieli w bród. Ludzie, pracując jak tylko mogli, musieli im dostarczać to, czego potrzebowali. Oni bawili się, polowali, wyruszali na wyprawy po zdobycz.
Stolemowie mieli wielu bogów, którym składali jadło i krwawe ofiary. Mieli swoje święta, w które powinni tym bogom jak najlepiej służyć. Tak też czynili przez pierwsze lata.
Ale kiedy urośli w siłę, kiedy już całkiem ujarzmili ludzi, zaczęli zapominać o swoich wobec bogów obowiązkach. Kapłani napominali, aby porzucili bezprawie, aby powrócili do dawnych obyczajów, oni jednak nie słuchali, myśleli, że mądrzejsi są od kapłanów i właśnie w największe święta tej swojej wiary najbardziej hulali. Doszło do tego, że brali kobiety i dziewczęta, aby im usługiwały przy libacjach. Upijali się coraz bardziej.
Był u stolemów pewien kapłan – mówiono, że wielki czarownik. Służył im radami, zawsze będąc po ich stronie. Ludzie bali się go jak ognia. W końcu jednak i on, widząc, że pogrążają się coraz bardziej, gnębią i niszczą ludzi, zaczął przepowiadać stolemom koniec. Upadek lub jeszcze coś gorszego. Wiedział, że się ich miarka przebrała. I tak też było.
Kiedy w największe swoje święto stolemowie zaczęli tańczyć – w pewnym momencie zamarli w miejscu. Nie mogli się poruszyć ani w lewo, ani w prawo, ziemia ich przytwierdziła do siebie. Jakiś czas jeszcze oddychali – może wołali o pomoc? O wstawiennictwo tego kapłana? – ale te rozpaczliwe prośby nie pomogły. Zastygli. I w tym stężeniu zostali już na wieki. Takich ich też widzimy. Stoją powyginani, jedni klęcząc jak to nieraz i dziś bywa w tańcu, inni wspięci ku górze, wszyscy w kołach, w kręgach większych i mniejszych; rodzin, spowinowaconych, może szczepów. A że wiele tych kręgów, więc musiało to być naprawdę wielkie święto, wielkie zgromadzenie. Powiadają, że małe kamienie to zaklęte kobiety i dziewczęta z ludu, a te wielkie to jurni stolemowie. Wszystko wygląda tak, jakby ta opowieść była prawdziwa.
Tak zginęli stolemowie w tych stronach. Może nie wszyscy, bo o tych, którzy w dniu święta właśnie byli w podróży, mówi się , że prawdopodobnie jeszcze jakiś czas w tej okolicy się wałęsali; ci są pochowani tam, gdzie te kopice – usypiska. I to jest możliwe. Wiemy, że legendy są przekazem naszych przodków, a ci, którzy żyli przed nami, byli mądrzy i nigdy nie kłamali.
Radzę te zaklęte taneczne kręgi zobaczyć póki czas. Bo ten czas, co wszystko zżera i połyka, i dla nich się nie zatrzyma.

Autor:Józef Ceynowa
http://www.najigoche.kaszuby.pl/artykul ... -kamienie/

Legenda o Stolemach

Obrazek
Oksywie na starej widokówce

Nazwa Oksywie oznacza głowę byka, dumnie wynurzającą się z morza. Najprawdopodobniej była to głowa Stolema, olbrzyma z Kaszub, który była potężny i silny jak byk. Gdy spał spokojnie, drzewa słaniały się od jego podmuchów, a gdy chrapał, zrywał się sztorm, a wzburzone fale uderzały w klif. Stolemy miały ludzką postać, były jednak tak wysokie, że ich głowy wystawały ponad czubki drzew w lesie, a ponadto obdarzone ponadludzką siłą. Z łatwością mogły wyrywać drzewa z korzeniami, a wydobywany z bagien i mokradeł torf, który Kaszubi wykorzystywali jako opał, pochodził właśnie z tych wyrwanych drzew. Mogły też zdejmować chmury z nieba i wyciskać z nic deszcz, gdy pola były zbyt suche, jednak tam gdzie stawali bosymi stopami nic już nie wyrosło, dlatego tak marna i nieurodzajna jest kaszubska ziemia, zdeptana przez wielkie stopy Stolemów. Zakładali oni rodziny, tak więc żyły i Stolemi i Stolemki i ich małe Stolemiątka, z których wyrastały prawdziwe olbrzymy. Do ich ulubionych zabaw należało rzucanie głazami. Rybacy uważają, ze dzięki nim powstały mielizny w zatoce i półwyspy czy to w morzu czy jeziorach, które usypały Stolemki jako drogę dla swych dzieci. Dlatego właśnie nim zawdzięczamy ukształtowanie terenu na Kaszubach – pagórki, wzniesienia, wyspy, półwyspy, głazy i kamienie są dziełem ich silnych i potężnych rąk. Ludzie bali się olbrzymów, gdyż czyniły więcej szkody niż pożytku – przerywali sieci suszące się na palach, łamali wiosła i niszczyli łodzie rybackie, których używali jako drewniaków, wiosną od ich oddechów opadały kwiaty z drzew, a jesienią owoce.
W pewnej rodzinie, stary Stolem postanowił wydać swoją jedyną córkę Ewę za mąż. Była ona najokazalszą Stolemką w całej okolicy, dlatego kandydat na męża powinien być silniejszy niż ona, sprytny i posłuszny. Mężem mógł zostać tylko ten, kto rzuci głaz dalej niż ona. Pierwszym kandydatem była chudy i mizerny Denega z Oksywskich Piasków, który usłyszawszy, że najpiękniejsza ze Stolemek ma być wydana za mąż, postanowił spróbować swoich sił. Poszedł na Górę Oksywską i stanął przed Stolemką Ewą. Tak ujrzawszy go, wzięła go w 2 palce i podniosła na wysokość swojej twarzy, by mu się lepiej przyjrzeć. Gdy Ewa mówiła, Dendze wydawało się, że to wściekły szkwał przesuwa się nad rozszalałym morzem, dlatego mrużył oczy i ledwo łapał oddech. Kiedy postawiła go z powrotem na ziemi, kręciło mu się w głowie, tak że omal się nie przewrócił. Rody ludzki i Stolemów nie mogą mieć z sobą nic wspólnego, pomyślał Denga i nie mylił się w swym sądzie. Podobnie rzecz miała się z innymi kandydatami do ręki córki starego Stolema.
 Jednak ojciec znalazł odpowiedniego kandydata dla swej córki. Był nim Adam, Stolem piękny i silny, który znał Ewę od dzieciństwa i nie raz rzucał z nią głazy do wody. Dlatego Ewa postanowiła sprawdzić go w inny sposób – poprosiła, by przeniósł dla niej las, bowiem zasłania jej widok na morze. Adam zgodził się ochoczo, po czym pracował cały dzień i całą noc, przenosząc drzewo po drzewie, krzew po krzewie, a mech zwijając jak dywan. Ojcu bardzo się spodobało, że tak szybko chłopak poradził sobie z zadaniem, jednak Ewie to nie wystarczyło. Poprosiła go więc, by podczas dzisiejszej nocy pogasił dla niej wszystkie gwiazdy na niebie. Adam również przystał i na to zadanie. Dmuchał z całej siły aż zgasły wszystkie konstelacje na niebie. Jednak Ewa nadal nie była przekonana, dlatego postanowiła, by na koniec Adam rzucił potężnym głazem dalej niż ona. O poranku stanęli do zawodów, które wygrał Adam i Ewa postanowiła oddać mu swoją rękę.
 „Kamienie żyją dłużej niż ludzie i Stolemy. Oba głazy od niepamiętnych czasów stały przy drodze prowadzącej do wsi Gdynia. A gdy w końcu z rybackiej wioski powstało miasto, ludzie z wdzięczności dla tych, którzy je zbudowali, przeznaczyli owe głazy na cokoły pod pomniki. Wcześniej nadali tym kamieniom imiona „Adama" i „Ewy", na cześć pierwszych rodziców, od których wszyscy pochodzimy.”

http://www.oksywie.miasto.gdynia.pl/legendy.html


Stolem z Rynkówki
Obrazek
Pałac w Rynkówce

Bardzo odległe są już czasy kiedy w œśredniowieczu Krzyżacy wybudowali w Rynkówce pierwszą warowną budowlę obronną. Bliskość Borów Tucholskich pełnych dzikiego zwierza sprawiła, że zwykle była ona, dla zakonników z czarnymi krzyżami, miejscem myœliwskich wypadów, a nie obronnych walk. W piwnicach zbudowanego zamku często więziono miejscowych chłopów za opieszałoœść w płaceniu Zakonowi podatków i opowiadają, że do dziśœ tam jeszcze straszy. Zapewne jednak w celach obronnych, malutką warownię w Rynkówce łączyły tajemne podziemne przejśœcia z kasztelem w Gniewie , zamkiem w Osieku (21) oraz z laskiem zwanym tutaj „Zielonką”(22). W czasie prac budowlanych, które wykonywali miejscowi chłopi, kopiąc głębokie fundamenty pod gniewską twierdzę wydobyto z ziemi na powierzchnię wielką kośœć. Nikt dotąd nie widział nic równie wielkiego. Niektórzy dysputowali, że pewnie to żebro potężnego mamuta. Inni spoglądając z daleka przekonani byli, że to sprawka diabelska i dla bezpieczeństwa nie podchodzili bliżej. Mieszczanie gniewscy mówili, że kość ta należeć musiała do jakiegoœ wielkoluda z przeszłoœci. Kaszubi, sąsiedzi Kociewiaków, najbardziej ze wszystkiego na Pomorzu bali się olbrzyma Stolema. Od nich po całym wybrzeżu i dalej w głąb całej tej krainy rozeszła się wieœć o złoœśliwoœści, okrucieństwie i wielkiej nienawiśœci Stolema do ludzi, a szczególnie do rybaków. Na smętowskiej ziemi miał on swoją kryjówkę gdzieœ w pobliżu Rynkówki. Zawsze, kiedy się tutaj pojawiał wichry i burze nawiedzały okolicę siejąc zniszczenie i œśmierć. Pewnego razu młody kaszubski rybak Pietrek, podstępem zwabił olbrzyma do wielkiej dziupli w potężnym tysiącletnim dębie. Kiedy Stolem wgramolił się do śœrodka wetknął weń kołek i mocno przybił. W tym miejscu miał czekać, aż ludzie zapomną jego okrucieństwa, a wtedy będzie mógł się ożenić z Pietrkową siostrą, Marysią. By jednak nigdy do tego nie doszło tajemnicę dębu ludzie przekazywali dalej następnym pokoleniom. Tak przez wieki nikt nie zapominał o krzywdach wyrządzonych przez wielkoluda. Mijało stulecie za stuleciem. Złego Stolema wreszcie pokonał głód i œśmierć zajrzała mu w oczy. W końcu pochował go wraz ze spróchniałym dębem Staruszek Czas. Odtąd radoœść i spokój zapanowały nad całą pomorską ziemią. Znalezioną zbielałą koœść stolemowego żebra powieszono w przedsionku przedzamcza w Gniewie, na żelaznym łańcuchu. Miała tam wisieć ku pamięci i dla przestrogi. W czasie wojen szwedzkich historię o Stolemie ponieśœli dalej rycerze polscy. Miejsca, które w jakikolwiek sposób związane były z jego pobytem omijano z daleka. Kiedy Szwedzi dotarli do Rynkówki nikt nawet nie myœlał o obronie znienawidzonego krzyżackiego zameczku, stolemowej siedziby, przed obcym najeŸdŸcš. Splądrowane stajnie i obory, wyrżnięta zwierzyna, rozgrabiony i rozbity zamkowy dobytek. Gdzie przeszły szwedzkie wojska nie było po co wracać. Budowla popadła w ruinę, a o podziemnych przejœciach i kryjówkach Stolema wszyscy zapomnieli. Dopiero kolejny właœściciel Rynkówki, Jerzy Konopacki, na początku XVII wieku w miejscu zrujnowanego zamku wybudował nową małą fortecę. Ale to już zupełnie inna historia.

(21) zamek w Osieku został zniszczony w czasie wojen szwedzkich 1655 – 1660.
(22) J. Milewski, Jan z Jani Wojewoda Pomorski 1454 – 1461, Starogard Gd. 1971.
Zebrała i opracowała Regina Kotłowska
http://www.zamekrynkowka.com/strona10.html



_________________
mieli my kości mykerinosa


Ostatnio edytowano 18 lut 2014, o 13:20 przez Brzoza, łącznie edytowano 2 razy
Góra
  Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Stolemy
PostNapisane: 4 gru 2013, o 21:56 
Offline

Dołączył(a): 4 paź 2013, o 23:15
Posty: 37
Bardzo ciekawe te legendy. Choć nazwa Stolem nie brzmi dla mnie całkiem obco,
to nie słyszałem nigdy tych legend, albo już dawno o nich zapomniałem.
Następna postać w moim "bestiraiuszu" z terenów Polski. Marzy mi się
żeby kiedyś zebrać wszyskich bogów, wszelkiej maści stwory, duchy, demony
i co tam jeszcze, w jedną (bardziej lub mniej) spójną mitologię polską.
A wszystko okraszone legendami i podaniami.

Dzięki za legendy, będę miał co córce opowiadać na dobranoc.
Góra
  Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Stolemy
PostNapisane: 5 gru 2013, o 18:57 
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 30 sie 2013, o 13:53
Posty: 8
Bardzo ciekawy tekst, zahaczający w sporym stopniu o Stolemy:
http://www.elvish.org/gwaith/slask/reik ... tolemy.htm

_________________
mieli my kości mykerinosa
Góra
  Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Stolemy
PostNapisane: 14 lut 2014, o 20:53 
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 29 sie 2013, o 18:23
Posty: 86
Świetnie opracowane! Tak dla porównania - legendy o olbrzymach znane były także w okolicach Łysogór i Łyśca zwanego kiedyś tak swoją drogą "Polskim Olimpem". Miejsce to, aż do czasów potopu szwedzkiego było najważniejszym celem pielgrzymkowym w Królestwie Polskim. A odnośnie samych olbrzymów póki co znalazłem:

Etnograf ks. Władysław Siarkowski:

"A przede wszystkim, lud tutejszy w podaniach przechowuje pamięć o olbrzymach, którzy na początku świata mieli zamieszkiwać przestrzeń od Kielc aż do najwyższych Świętokrzyskich gór: Łysicy i Łyśca..."

"jak głoszą świętokrzyskie legendy - „na początku świata mieli zamieszkiwać przestrzeń od Kielc aż do najwyższych szczytów Świętokrzyskich gór”, a o których powiada się, że stojąc na ich wierzchołkach „jeden drugiemu o wiorstę drogi podawał siekierę”

Ks. Władysław Siarkowski, Materiały do etnografii ludu polskiego z okolic Kielc, Kraków 1880 ( reprint Kielce 2000 )

Według Leokadii Firkowskiej byli oni [olbrzymy] braćmi. „Starszy obrał za siedzibę Miejską Górę, a młodszy ulokował się za Górą Sieradowiecką. Pewnego razu starszy brat krzyknął do młodszego, a głos jego jak grzmot przetaczał się po niebie: „Hej bracie! Podaj mi topór!”. Na te słowa młodszy brat wielkolud dźwignął ciężkie stylisko topora, zamachnął się i rzucił. Ale topór nie dosięgnął celu... A skutek był taki, że powstało zagłębienie, które później nazwano Doliną Bodzentyńską, a z miejsca, gdzie ostrze topora wryło się w ziemię, wypłynęło źródło, które daje początek rzece Psarce” ( Leokadia Firkowska, Legendy świetokrzystkie, Kielce 1999, s. 24 ).

Kronikarz Jan Długosz:

"Lubo zaś królestwo Polskie równo i płasko położone, i ztąd głównie pierwiastkowo nazwane, mniej ma gór niż inne kraje, ma ich jednakie, niemało, tak skalistych jako i ziemnych, z których celniejsze opiszemy. Łysej górze (Kalwaryi) dla jej głośnej sławy pierwszeństwo damy, jako przodkującej innym górom. Po niej pójdzie Wawel, przy nim bowiem i rządów skład najwyższy i królów stolica. Łysa góra, w ziemi Sandomierskiej, blisko miasteczka Opatowa, wysoka, prawie zawsze zimnem skrzepła, często zamglona, lub sypiąca śniegami albo deszczami; w wielu miejscach wypuszcza z siebie krynice. Jeżeli wierzyć można staremu podaniu gminnemu, sławna była niegdyś olbrzymami, którzy na niej zbudowali zamek, jak świadczą ogromne kupy gruzów i głazów. [...] Nie wiadomo który z olbrzymów i kiedy zbudował ów zamek z tak długiemi ścianami, z tak ogromnych i niepożytych głazów, i tak wielkim trudem. Potwornych zwalisk tej olbrzymiej budowy, ogromnych kup gruzów i kamieni, ani ciernie, ani kolczyste rośliny, ani gęsto drzewa i mchy zakryć nie mogły."

"Pewnego więc czasu, gdy Bolesław [Chrobry] zabawiał się łowami w lasach swoich około miasteczka Kielc, a miał w towarzystwie swojem książęcia Emeryka, zdarzyło się, że w pogoni za jeleniem [strażnikiem drzewa świata] wybiegł był na wyżynę gór, które Łysą górą nazywają, a nad które nie ma wyższych w Polsce. Tu, poniechawszy rogacza, poczęli z podziwieniem przypatrywać. się rozwalinom odwiecznej budowy, które skutkiem powszechnego potopu i dawności czasu zsypały się w ogromne skał pokłady, jakie i dziś oglądamy. Powiadają, bowiem, że to miejsce miało być niegdyś mieszkaniem i twierdzą olbrzymów, mężów wielkiej siły, którzy tu przez jakiś czas przebywali i mieli swoje siadło."

Roczniki, czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego (fragmenty około roku 1455).

Więcej informacji w tym momencie niestety nie mam (tyle znalazłem w internecie), jeśli znajdę/zdobędę publikacje w całości (lub ktoś wcześniej) proponuję wydzielić osobny wątek dla olbrzymów łysogórskich.
Góra
  Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 4 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron